Archiwa tagu: pielęgniarstwo

Konflikt interesów – normy zatrudnienia pielęgniarek i pielęgniarzy

Poświąteczną ciszę zwieńczoną hukiem noworocznych fajerwerków przywitały normy zatrudnienia personelu pielęgniarskiego na oddziałach szpitalnych. W mediach nastąpiło szukanie winnych, w szpitalach niepewne uśmiechy, robienie dobrej miny do katastrofalnej sytuacji; wśród samych pielęgniarek i pielęgniarzy powątpiewanie w poprawne respektowanie osiągniętego porozumienia.

Do kryzysu sytemu ochrony zdrowia doprowadzi dalsza ignorancja, nie pielęgniarki i pielęgniarze. Brak personelu w niedalekiej przyszłości to już nie wróżba, ta może się nie spełnić. To nieuchronne zjawisko. Skutek wieloletnich zaniedbań i braku chęci – choćby w tym momencie – wzięcia odpowiedzialności za zdrowie Polaków. Personel pielęgniarski nie doprowadzi do likwidacji szpitali – doprowadzi do tego brak tego personelu.

Czytaj:  Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 11 października 2018 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego

Najważniejszy aspekt powyższego rozporządzenia wskazuje na minimalny wskaźnik zatrudnienia pielęgniarek w oddziałach o profilu zachowawczym, który powinien wynosić 0,6 etatu na łóżko, a dla oddziałów o profilu zabiegowym – 0,7 etatu na łóżko. Nowe normy dla pediatrii to odpowiednio 0,8 i 0,9.

Nerwowe przebieranie nogami

Zaskoczony tak śmiałym krokiem Ministerstwa Zdrowia z pewną premedytacją patrzę na nerwowe, wręcz paniczne wypowiedzi kolejnych decydentów, którzy obudzili się z przysłowiową ręką w nocniku. Powoli spełnia się to, co specjaliści od ochrony zdrowia przewidzieli już w latach 90-tych (albo i wcześniej, ale wtedy sam nie interesowałem się szczególnie tym tematem). Pojawił się lęk przed tym, że KTOŚ (w tym wypadku Ministerstwo Zdrowia, Orwell i Kafka lepiej by to zdefiniowali) chce przerwać wieloletnią zmowę milczenia i sprawić, aby pokerowe twarze dyrektorów, menadżerów, prezesów i innych osób odpowiedzialnych za kadry, dla których pacjent nie jest celem, a środkiem, pokazały wreszcie grymas.

Normy dla pacjenta, nie szpitala

Choć nie wierzę, że normy zatrudnienia mimo obecnej wrzawy będą szczególnie rewolucyjne to jednak nie pozwolą na dalsze udawanie, że pielęgniarek i pielęgniarzy w Polsce nie brakuje, że jakoś dajemy radę, że jakoś opieka nad pacjentem jest sprawowana, że jakoś to wszystko idzie, że za parę złotych uciszymy kolejne ognisko strajków, że po raz kolejny wmówimy społeczeństwu, że personel medyczny (nie inaczej jest choćby z lekarzami-rezydentami) chce pieniędzy (przecież mają tak wysokie zarobki… podając najczęściej kwoty brutto na „kontrakcie” za 300 godzin w miesiącu), a nie wysokiej jakości opieki nad swoimi pacjentami.

Do tej pory sztywne normy obowiązywały tylko w przypadku lekarzy. Pielęgniarki i pielęgniarze nie mieli tego komfortu. Wyjątkiem jest anestezjologia i intensywna opieka, gdzie owszem istnieją standardy, które określa Ministerstwo Zdrowia w randze rozporządzenia, ale ostatecznie to dyrektor szpitala określa te normy. W końcu, jeśli nie ma pielęgniarki to trudno, nie zamkniemy stanowiska intensywnej terapii tracąc środki z NFZ. De facto takie kategoryczne łamanie standardów było przyczyną mojego wypowiedzenia z pracy po jednym nocnym dyżurze w jednym z dużych szpitali w Warszawie. Czterech pacjentów w oddziale intensywnej terapii na jednego pielęgniarza to chyba zbyt niebezpieczne. Dla pacjenta przede wszystkim.

Wracając do norm w pozostałych oddziałach, do tej pory to dyrektorzy i pielęgniarki w poszczególnych szpitalach obliczali je sami.

Obliczenia, obliczeniami, jednak w większości decydowała nie należna jakość opieki nad pacjentem, ale oszczędności. W rezultacie sytuacja wyglądała do tej pory tak, że pielęgniarek i pielęgniarzy było za mało, byli przeciążeni pracą, a w związku z tym pacjenci nie byli objęci należytą opieką.

W Polsce nie ma personelu pielęgniarskiego

Dyrektorzy szpitali oczywiście ostrzegali i ostrzegają, że pielęgniarek i pielęgniarzy brakuje, więc znalezienie nowych chętnych do pracy będzie w zasadzie niemożliwe. To prawda. Nie da się tego ukryć. Czy jednak to jest argument usprawiedliwiający obecną bylejakość? Czy naprawdę chcemy dalej ukrywać to co się dzieje kosztem pacjenta? System jest niewydolny, ale żeby go uzdrowić nie wystarczy już kilka tabletek gorzkiego lekarstwa. Potrzebujemy skomplikowanych urządzeń, które wspomogą ogólnoustrojowe zmiany w organizmie jakim jest ochrona zdrowia.

Powinniśmy wdrożyć wiele mechanizmów naprawczych, ale to należało zrobić już dwadzieścia lat temu. Nie istnieje magiczny sposób wywołania pielęgniarek i pielęgniarzy z kapelusza. Trzeba wprowadzać drastyczne zmiany teraz, żeby poczekać na efekty kolejne lata. W sytuacji, w której jesteśmy nie wystarczą też ogromne podwyżki dla personelu pielęgniarskiego. Uspokoję tych, którzy myślą, że o to chodzi pielęgniarkom i pielęgniarzom. Paradoksalnie może się okazać, że podniesienie pensji i zapewnienie odpowiedniego prestiżu teraz spowoduje jeszcze większe braki personalne. Dlaczego? Odpowiedź jest dosyć prosta.

Wzrost płac spowoduje większy deficyt

Myślę, że statystyczna pielęgniarka i pielęgniarz w Polsce pracuje przynajmniej 1,5 etatu. Przynamniej, bo jest bardzo duża grupa ludzi pracująca przynajmniej 300 godzin w miesiącu. W tym układzie nie istnieje constans, bo na drugim biegunie dla równowagi nie ma zbyt wielu osób pracujących np. 1/2, czy 3/4 godzin etatowych. Po drastycznych podwyżkach ludzie zaczną pracować w sposób zapewniający normalne funkcjonowanie, a więc wyłącznie swoje 168 godzin. To spowodowałoby ujawnienie faktycznych braków personelu. Myślę jednak, że ci, którzy to kalkują doszli do tych samych wniosków dużo wcześniej, więc o to jestem spokojny. Choć pensje siłą rzeczy nieśmiało, ale jednak rosną (choć nadal nieadekwatnie do wzrostu kosztów życia) to jednak na rewolucję finansową na razie się nie zapowiada. Pielęgniarek i pielęgniarzy biorąc pod uwagę potrzeby już nie ma. I szybko nie przybędzie.

Zatem wobec braku pielęgniarek najprostszym, najszybszym i dającym widoczne efekty oraz zgodność z obowiązującym prawem sposobem na sprostanie tym normom jest likwidacja szpitalnych łóżek.  Gdzie tu wina pielęgniarek i pielęgniarzy?

Daleko mi to podpisywania się pod działaniem różnych organizacji mających reprezentować interesy środowiska pielęgniarskiego przed parlamentem i społeczeństwem, ale bardzo trafnie na zarzut powodowania ograniczania liczby łóżek przez pielęgniarki i pielęgniarzy odpowiedziała Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Na łamach jednego z portali medycznych stwierdziła, że pamięta powtarzane wiele razy opinie ekspertów, że w Polsce mamy za dużo szpitali, a w szpitalach – za dużo łóżek. Że ich obłożenie wynosi około ledwo 70 proc. A w niektórych dziedzinach – to nawet ok. 30 proc. I dlatego za niegodziwą uważa kampanię prowadzoną przez dyrektorów szpitali, głównie powiatowych. W kampanii tej w formie zarzutu feruje się argumentem, że pielęgniarki doprowadzą do ograniczenia liczby szpitalnych łóżek. To nie powinno być zarzutem. Jeśli już doprowadziliśmy do ograniczenia liczby łóżek – to tych, które okazują się zbędne i niebezpieczne dla pacjentów. Niebezpieczne, bo pozbawione odpowiedniej obsługi medycznej.

Prezesi i dyrektorzy podnieśli larum. Słusznie. Dla przeciętnego Polaka wizja likwidacji łóżek kojarzy się z wydłużeniem oczekiwania na hospitalizację, większe kolejki w Izbach Przyjęć i SORach. To słuszne obawy. Jednak w optyce mniej indywidualnej, a systemowej i zdrowotnej (również dla przeciętnego Polaka) sprawa wygląda dużo bardziej optymistycznie.

Normy dla dobra pacjenta

Minimalne normy zatrudnienia może doprowadzą kiedyś do opracowania optymalnych norm, które pozwolą sprawować opiekę na poziomie europejskim. Media straszą pacjentów, że wszystko dzieje się ich kosztem, ale to nie jest prawda. Nie mówiąc już o tym, że to niesłusznie negatywne opinie o środowisku pielęgniarek i pielęgniarzy, którzy pracują przy łóżku chorego. Opracowanie jakichkolwiek norm pozwala w perspektywie długofalowej wiele zaoszczędzić, bo z przyjemnością finansiści liczą kolejne transze podwyżek, które rujnują ich budżety, ale nie doceniają siły należytej obsady personalnej.

Nie od dziś wiadomo, a na całym świecie wielokrotnie zbadano zależność między liczbą personelu, a kosztem powikłań. Mniej personelu to więcej powikłań. Mogą to być powikłania, które skończą się nagłą śmiercią, bądź śmiercią spowodowaną dalszą hospitalizacją, której nie byłoby, gdyby obsada była wystarczająca. Są też wydaje się drobne powikłania, które skutkują wielomilionowymi deficytami w budżecie, jak choćby zakażenia krzyżowe. Zarządzający oszczędzają na liczbie personelu, a zatem na dokładności, precyzji, wykonywaniu procedur zgodnie z zaleceniami przez co minimalizuje się niestety szanse na unikanie zakażeń, które póżniej są leczone antybiotykami za setki złotych, leczeniem niewydolności kolejnych narządów. Tego wszystkiego można uniknąć.

Zakażenia jako najlepszy przykład

Ktoś powie – to w takim razie personel nie przestrzega procedur, nie jest profesjonalny – ja wtedy poproszę o rozwiązanie najbardziej klasycznej sytuacji w polskich szpitalach. W sytuacji wystarczającej obsady pielęgniarskiej i sprawowania należytej opieki pojawia się na oddziale pacjent zakażony patogenem alarmowym (bakterią wielolekooporną). Z punktu widzenia pacjenta – przyjęcie na oddział to najbardziej logiczne rozwiązanie sytuacji. Punkt widzenia pielęgniarek i pielęgniarzy – do takiego pacjenta powinna zostać oddelegowana kolejna osoba dla zachowania procedur bezpieczeństwa. Ale tej osoby nie ma. W takim razie nie przyjmujemy tego pacjenta? Gdzie pacjent ma się podziać? W punktu widzenia pacjenta – zachowując środki ostrożności opiekuje się nim jedna z pielęgniarek. Punkt widzenia epidemiologii jest inny – bardzo łatwo o zakażenie innego pacjenta (nawet przy odpowiedniej ochronie), którego układ immunologiczny działa w trybie szpitalnym. Takie drobne sytuacje niestety budują większą całość.

Prognoza na przyszłość

W końcu sprawa jest prosta – każdy chciałby, żeby personel pielęgniarski miał dla niego czas, cierpliwość, uwagę, troskę, profesjonalizm, siłę, pogodę ducha, empatię, wiedzę, umiejętności i wykazywał stosowną aktywność w jego procesie terapeutycznym. Da się to zrobić, ale trzeba sprawować opiekę nad pięcioma pacjentami w ciągu 12 godzin, a nie trzydziestoma, bo wtedy priorytety się zmieniają. Możemy oczywiście coś zmieniać. Ale nie musimy. Komisja Europejska chce promować rozwój zautomatyzowanych systemów w medycynie i pielęgniarstwie. Tylko czy robot poza precyzyjną dawką leku będzie umiał zrobić coś więcej?

Naprawdę. Pacjent jest najważniejszy. Tylko każdy ma inny punkt widzenia.

 

PRIS – zespół infuzji propofolu

Propofol bez wątpienia jest jednym z najczęściej stosowanych leków anestetycznych. Charakteryzowałem na łamach bloga sam lek, który można znaleźć we wpisie: Propofol w anestezjologii. Tam wspomniałem jedynie o czymś takim jak PRIS, czyli zespół infuzji propofolu (ang. Propofol Infusion Syndrome). Choć powszechnie wiadomo, że obecnie dominuje pogląd o skracaniu czasu sedacji do minimum, stąd coraz więcej ośrodków stosuje chociażby Dexdor (który opisywałem z kolei w: Sedacja deksmedetomidyną w OIT to warto jednak wiedzieć, że Propofol choć na ogól bezpieczny ma również swoje ograniczenia i niebezpieczeństwa w dłużej perspektywie właśnie w postaci PRIS.

Epidemiologia

Zespół ten występuje na ogół bardzo rzadko, najczęściej u dzieci poddawanych długotrwałej sedacji, tj. >48 godzin, choć badania odnotowały również takie przypadki u osób dorosłych.

Objawy

Najważniejsze objawy PRIS to:

  • rabdomioliza mięśnia sercowego i mięśni szkieletowych (a zatem duży wzrost stężenia kinazy fosfokreatynowej w surowicy krwi)
  • niewydolność serca, w tym oporne na leczenia zaburzenia rytmu zazwyczaj z bradykardią (lub występującą niekiedy tachykardią komorową i hipotensją)
  • kwasica metaboliczna
  • niewydolność nerek
  • hiperlipidemia
  • zaburzenia czynności wątroby (m.in. hepatomegalia i stłuszczenie wątroby)
Śmiertelność

Zasadniczo jest bardzo wysoka (85%), a rozpoznanie stawia się na podstawie obrazu klinicznego.

Czynniki ryzyka
  • długotrwała sedacja wysokimi dawkami propofolu (>5mg/kg mc/h)
  • ciężkie infekcje dróg oddechowych
  • urazy wielonarządowe
  • urazy czaszkowo-mózgowe
  • hipoglikemia
  • choroby nerwowo-mięśniowe
Postępowanie
  1. Leczenie objawowe
  2. Przerwanie infuzji propofolu
  3. Stabilizacja układu krążenia (leczenie hipotonii i hipotensji)
  4. Przeciwdziałanie bradykardii
  5. Wyrównanie kwasicy metabolicznej
  6. W niewydolności nerek może być konieczna hemodializa
  7. W przypadku oporności na powyższe leczenie może być koniecznie zastosowanie ECMO
Zapobieganie
  • Stosowanie bezpiecznej dawki, stężenia propofolu i czasu jego podaży (maksymalnie 4 mg/kg mc/h przez maksymalnie 48 godzin podaży 1% propofolu (10 mg/1ml)
  • Dokładna obserwacja i monitorowanie parametrów życiowych i laboratoryjnych
  • Zapewnienie dostatecznej podaży węglowodanów (dzieci mają mniejsze rezerwy)
  • Zmniejszenie podaży lipidów podczas wlewu profopofolu
  • Zaleca się unikania jednoczesnego stosowania propofolu i katecholamin oraz sterydów
EBM

Mirrakhimov AE, Voore P, Halytskyy O i wsp. Propofol infusion syndrome in adults: a clinical update.  2015;2015:260385.

Wnioski z badania grupy dorosłych: PRIS jest rzadki, ale niebezpieczny, należy zatem stosować elementy zapobiegania (opisane powyżej) oraz pamiętać o czynnikach ryzyka uwzględniając odpowiednią dawkę i czas podaży profopolu.

Krajčová A, Waldauf P, Anděl M i wsp.Propofol infusion syndrome: a structured review of experimental studies and 153 published case reports.  2015 Nov 12;19:398.

PRIS może rozwijać się z wlewem propofolu <4 mg /kg mc na godzinę, a jego rozpoznanie może być trudne, ponieważ niektóre z jego typowych cech (hipertrójglicerydemia, gorączka, powiększenie wątroby, niewydolność serca) często (> 95%) są niezauważone, a inne (zaburzenia rytmu serca, zmiany elektrokardiograficzne ) występują późno.

 

 

Recenzja książki „Pielęgniarstwo anestezjologiczne i intensywnej opieki”

„Pielęgniarstwo anestezjologiczne i intensywnej opieki” nie było książką oczekiwaną. Pewnie dlatego, że straciliśmy wiarę w to, że da się napisać ciekawą i praktyczną książkę dotyczącą pielęgniarstwa i opieki nad krytycznie chorymi. Rozpoczynając dyskusję o tej książce w mediach społecznościowych gro środowiska mając wyobrażenie poprzednich publikacji dotyczących tych zagadnień nie było mówiąc łagodnie pozytywnie nastawione. Sam zgadzając się na patronat medialny miałem pewne obawy, choć patrząc na wkład Wydawnictwa Lekarskiego PZWL w pogoń za światowymi trendami ufałem, że nie zawiodę się aż tak bardzo.

Nie zawiodłem się. Nie ma na razie na rynku książki idealnej. Być może nigdy taka nie powstanie, bo po prostu nie da się takiej książki napisać. Opieka nad chorymi intensywnej terapii oraz znieczulanymi w różnych dziedzinach medycyny jest uprawiana przede wszystkim przez ludzi z ogromną wyobraźnią, niezwykle zaangażowanych w pracę i stawiających bardzo duże wymagania. To zapewne przyczyna tego stanu rzeczy. Myślę jednak, że publikacja, którą przedstawiam ma szansę stanąć na półce wśród książek, które warto mieć.

Tej recenzji możesz także posłuchać…

Do przygotowania nowej publikacji z tej dziedziny skłonił szybki postęp wiedzy i rozwój nowych technologii. W wyniku tych zmian nastąpiła również modyfikacja zakresu usług opieki zdrowotnej, a od pielęgniarek oczekuje się wykonywania świadczeń zdrowotnych wymagających rozszerzonej, specjalistycznej wiedzy i umiejętności. Pielęgniarki anestezjologiczne i intensywnej opieki stają przed nowymi wyzwaniami, jakimi są współdziałanie we wdrażaniu zaawansowanych procedur diagnostyczno-terapeutycznych, ochrona pacjenta przed niekorzystymi dla niego psychospołecznymi skutkami pobytu na oddziale intensywnej terapii i podejmowanie działań ukierunkowanych na poprawę jakości życia po przeżyciu ciężkiej choroby.

Z przedmowy…

Na początku tej recenzji muszę uspokoić Czytelników – książka nie jest w żadnym wypadku nowym wydaniem znanej, marnej jakościowo książki tego samego wydawnictwa, pt. „Anestezjologia i intensywna opieka. Klinika i pielęgniarstwo”. Choć jedna z redaktor naukowych tamtej publikacji wzięła na barki również pracę nad nową książką liczącą prawie 800 stron.

Każdej pielęgniarce i każdemu pielęgniarzowi na początek należą się słowa uspokojenia. Nie znajdziemy tutaj żadnych niepokojących treści. Wydaje się, że nastąpił pewien przełom i autorzy zrozumieli czego w książkach pielęgniarskich nie potrzeba. O czym mowa? Oczywiście o wszelakich rysach historycznych oraz o zadręczaniu nas teoriami pielęgniarskimi, które nijak się mają do naszej praktyki i rozwoju nowoczesnego pielęgniarstwa.

Książka napisana została przez 31 autorów i zredagowana przez dwie redaktor. Zasadniczo jest adresowana do studentów pielęgniarstwa i personelu już pracującego. W mojej opinii anestezjologii i intensywnej terapii mogą też uczyć się młodzi adepci kierunków lekarskich, np. stażyści.

Plusów stanowczo jest więcej niż minusów. Przeczytałem większość rozdziałów z dużą ciekawością. Pamiętajmy – osoby, które czytają do poduszki Larsena i Millera, a w ciągu dnia zajmują się artykułami i pozostałymi podręcznikami nie zobaczą w tej książce wielu ciekawych rzeczy. Niemniej jednak chociaż dla pielęgniarskich aspektów mogą do tej książki zajrzeć.

Układ treści zawartych w tej publikacji ułożone są w sposób systematyczny, choć pod koniec w spis teści wkrada się chaos. Całość została podzielona na trzy części.

Część zatytułowana „Podstawy pielęgniarstwa anestezjologicznego i intensywnej opieki” zawiera dokładnie to co w swoim opisie. Mamy tutaj wreszcie zawarte najważniejsze (nie wszystkie!) aspekty standardów w anestezjologii i intensywnej terapii (Rozporządzenie MZ z 2016 roku).

Niejako na otwarcie mamy ciekawy podrozdział o współpracy w naszej dziedzinie i roli rodziny w procesie zdrowienia chorego. Następnie w zwięzły, ale szczegółowy sposób przedstawione zostały monitorowanie stanu chorego oraz procedury wykonywane w anestezjologii i intensywnej opiece, np. bronchoskopia, toaleta dróg oddechowych, czy CRRT (a jest i opisane pozaustrojowe wspomaganie czynności wątroby). Opisane są inne ważne kwestie: NZK, profilaktyka i kontrola zakażeń (ale w praktyczny sposób…) oraz uwarunkowania kulturowe, religijne i etyczne tak ostatnio popularne w pielęgniarstwie.

Część druga, pt. „Pielęgniarstwo anestezjologiczne” zawiera podstawy fizjologiczne i patofizjologiczne stanów, z którymi spotyka się w swojej pracy pielęgniarz i pielęgniarka. Tutaj nie ma żadnego zaskoczenia. W tej części Czytelnik spotka się z treściami, które w takim rozdziale są opisywane w każdej książce. Czyli wszystkie aspekty znieczulenia, od homeostazy organizmu, przez farmakoterapię, sprzęt do opieki okołooperacyjnej nad pacjentem bariatrycznym i chirurgii jednego dnia.

Trzecia część „Pielęgniarstwo w intensywnej opiece” zważywszy na to, że zajmuje się tą dziedziną wzbudziła we mnie rozczarowanie. Nie tyle treściami, co ich układem. Mamy tutaj przedstawioną klasyfikację NANDA, którą powinniśmy poznawać, ale reszta choć merytorycznie bogata to zbudowana na szkielecie „Opieka nad…”. Dopiero koniec książki pociesza Czytelnika, który może przeczytać o odmiennościach u osób starszych, opiece okołotransplantacyjnej i leczeniu żywieniowym chorych w zagrożeniu życia.

Przechodząc do technicznych aspektów książki. Plusem niewątpliwie jest to, że treści są ułożone w przemyślany sposób. Mamy tabele, mamy procedury, które są zawarte w osobnej szacie graficznej przez co łatwo po nich się poruszać. Zdjęcia zostały dodane pro forma. Niestety przedstawiają akurat to, co każdy Czytelnik w swojej pracy widział i mam wrażenie, że zostały dodane trochę na siłę. Wydaje mi się, że lepiej byłoby zrezygnować całkowicie ze zdjęć niż dodawać je tylko do kilku zagadnień.

Procedury są opisane w sposób szczegółowy, czego właśnie do tej pory brakowało. To czyni ten podręcznik właśnie stricte praktyczną pozycją dla pielęgniarek. Opisane są nie tylko procedury jako takie, ale także trudności w trakcie ich wykonywania i sposób rozwiązania. Takie rozwiązanie podoba mi się szczególnie dlatego, że sam na swoim blogu treści układałem w ten sposób i przedstawienie zagadnienia budowałem właśnie z taką ideą.

Nowoczesną książką czyni fakt doceniania i oparcia całości treści na Evidence Based Medicine i Evidence Based Practice in Nursing. Wreszcie! Czuć duch zachodniego pielęgniarstwa, szczególnie, że są nawiązania do skal, schematów i algorytmów stosowanych w pielęgniarstwie na świecie.

Ewidentnie są minusy, które na szczęście są raczej kwestiami wydawniczymi niż merytorycznymi. Podręcznikowe wydanie tej książki sprawia, że jest bardzo dużo tekstu w układzie, który trudno się czyta. Jak to podręcznik. Graficznie można byłoby zrobić tę książkę zbliżoną, np. do ITLS-u albo innych książek wydanych, np. w USA. Do tego jeszcze zapewne dojdziemy. Jest w tym na pewno kwestia ceny takiej książki, która i tak nie jest tania jak na warunki polskie (około 100 zł).

Podsumowując jednak, pomimo wstępnych obaw pozycja jest godna polecenia dla osób, które:

  1. Zaczynają pracę w anestezjologii i intensywnej opiece
  2. Nie kupili do tej pory pielęgniarskiej książki w tej dziedzinie
  3. Kształcą się w formie specjalizacji, bądź kursu kwalifikacyjnego
  4. Ciekawe są formy jaką przyjęła ta publikacja
  5. Chcą pogłębić i uporządkować swoją wiedzę

Zawiodą się osoby, które oczekują nowych i świeżych merytorycznie treści podanych w szczególnie innowacyjny sposób. Choć ciekawość i samo podejście autorów może zachęcić do zakupu mimo to. Wszyscy pozostali Czytelnicy będą zadowoleni.